E K S T R A W E R T Y C Z N Y   O J C I E C   D Y R E K T O R

K A T E G O R I E
Całość (85)
Polityka(36)
Kultura(18)
Rozmaitości(16)
Ĺťycie(14)
P R Z Y J A C I E L E
Annie
BTD
Ewidentnie
Hemoroid
Kirek
Kilvanteer
Magnes
Nixos
Neurocide
Neurocide @ polter
Nolron
Trip
Zymnos (Sim)
O D W I E D Z O N Y
przez liczniki gości
P O P E Ł N I O N Y C H
notek: 85
S Z N U R K I
Oznaczenia na blogu
Underground Pub
Moorhold
Knight of Darkness
Jakub Wędrowycz
Basoofka
A R C H I W U M
[ 2021 ] 06 05 04 03 02 01 [ 2020 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2019 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2018 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2017 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2016 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2015 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2014 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2013 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2012 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2011 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2010 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2009 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2008 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2007 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2006 ] 12 11 10 09
P L A Y L I S T A
P O P I E R A M

Roman Giertych - strona




Najlepsze Blogi
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl

notka popełniona 1 lutego 2007 Polityka
LEJCE WSTRZYMANE

"Proszę ściśle trzymać się słownictwa" - to najczęstsze słowa wojewody mazowieckiego, o głosie eunucha, Wojtka Dąbrowskiego. Tak się strasznie obruszył, gdy któryś z dziennikarzy się przejęzyczył - "jest pan winny przestępca (miast przestępstwa)”. Głośno również domagał się bezwzględnego stosowania przepisów względem Hanny Gronkiewicz-Waltz. Ciekawym jest, że teraz jak sam namieszał to dziwnie nie zna przepisów, zasłania się niewiedzą. Jako prawnik z wykształcenia powinien wiedzieć, że nieznajomość prawa szkodzi. Widać Yaro Ka Chi zapomniał zadzwonić do Wydziału Komunikacji celem załatwienia sprawy swojego pupila, i któryś z (jakże nadgorliwych) pracowników sprawą się zainteresował. Bo jakże dziwnie wyglądało to, że w 1996 roku stracił „prawko” za przekroczenie dopuszczalnej ilości punktów. Przez kolejne 8 (słownie: osiem) lat poruszał się bez dokumentu – pięciokrotnie nie zdał ponownego egzaminu na prawo jazdy. Aż wreszcie w 2004 roku postanowił się wycwanić i wystąpił o wydanie duplikatu, bo oryginał zgubił. Wojtek brnie w zaparte, że od tego czasu wielokrotnie był kontrolowany przez Policję i wszystko było ok. Tak, zgadza się. Mój dalszy znajomy od kilku lat pracuje jako kierowca w hurtowni spożywczej. Wszystko ok, ale nigdy nie miał prawa jazdy, nie podchodził do egzaminu, nawet nie był na kursie. I jego też kilka razy kontrolował Policja. Kończyło się na wsadzonej „stówce” w dowód osobisty co załatwiało sprawę. Reasumując przybył nam kolejny Prawy i Sprawiedliwy.

Sponsorem dzisiejszej notki jest maksyma rzymska: Dura lex, sed lex.

komentarzy: 1 | Link


notka popełniona 1 lutego 2007 Ĺťycie
BAS, BAS I JESZCZE RAZ BAS

Jak blog polityczno-życiowy to i o życiu coś niecoś. Mianowicie, po sześciu latach przerwy, powróciłem do gry na basie. Siedziało to we mnie strasznie głęboko. Ale od pewnego czau co raz bardziej wypływało na powierzchnię. Wszedłem w związek z nową dziewczyną, którą też regularnie - dzień w dzień, rano i wieczorem - pieszczę namiętnie nabawiając się pęcherzy, otarć i innych podobnych delikatnych kontuzji do jakich doprowadzić palce mogą struny.

I jeszcze wałek, który dudni mi w głowie od kilku tygodni:

komentarzy: 7 | Link


notka popełniona 2 lutego 2007 Polityka
ELEGANCJA FRANCJA

Elegancja Francja. Nie do końca, u nas też może być elegancko, a i drogo nawet czasami. Widać "Wprost" wziął sobie na warśtat pisory i pochodnych. Przedwczoraj kierowca bez "prawka", dzisiaj pozbywająca się zapachu trzody chlewnej przy pomocy wizażystki pani Minister Pracy Kalata. Jak się dostało stanowisko to można zacząć się uczyć ubierać, malować i inne takie rzeczy, które każda normalna kobieta ma we krwii. Niestety Kalata potrzebowała misięcznego kursu za 11 000 złotych (słownie: jedenaście tysięcy złotych) pieniędzy z Waszych i moich podatków. Jest najwyraźniej na tyle mało pojętna, że miała juz umówiony kolejny miesiąc "wizażyzowania", ale "Wprost" się wpakował i cała nauka poszła do obory, tfu, w las.
Teraz będzie musiała sobie radzić sama. Oj, biedna Ania...

Ale pocieszmy Anię maksymą łacińską: Pecunia non olet.

komentarzy: 0 | Link


notka popełniona 5 lutego 2007 Polityka
CZARNI GÓRĄ

"Pamiętaj abyś dzień święty święcił i grosza na księdza swojego nie szczędził" - tak winno brzmieć przykazanie. Jak eseldecji, w swojej betonowości i komuszej przesłości, nie znoszę to Senyszyn ostatnio trafia w moje antyklerykalne gusta. To o czym pisze ona w swoim blogu w ostatnich tygodniach od dłuższego czasu było tajemnica poliszynela. Lata temu, w okresie mojego ortodoksyjnego antyklerykalizmu, jeden z instrumentalistów katowickiego Mastiphala pracował w Urzędzie Skarbowym. Jako dość wysoko postawiony inspektor tegoż urzędu wziął sobie na cel kontrolowanie kościołów pod względem podatkowym. I co wyszło, że przeciętny oszust podatkowy to betka w porównani do tych zakłmanych czarnuchów. Jak jego walka wyglądał dalej niestety nie wiem; nasz kontakt się urwał.
To, że nasze Państwo łoży na Kościół ogromne pieniądze było wiadome od dawna, choć skrywane. Największe nakłady zaczęła AWS, a i eseldziaki grosza nie szczędziły. A Świątynia Opatrzności to po prostu najbardziej bezczelna kwintesencja całego tego zakłamania.


Przynajmniej Małysz znów zaczął wygrywać i potrafi zmęczonemu społeczeństwu polskiemu dać nieco otuchy i radości. Kaczka pojechała na mecz szczypiornistów i już im pecha przyniosła. O Adamku to już nawet nie wspomnę.


Na otuchę dodam filmik z solówką basisty Joe Satrianiego i Steve'a Vai - Stuarta Hamma (majstersztyk tappingu pianistycznego):

komentarzy: 5 | Link


notka popełniona 13 lutego 2007 Rozmaitości
DZIEŃ PRAWIE JAK CODZIEŃ

Poranek prawie jak zwykle. Grubo przed 8 w pracy, lekkie śniadanie przy firmowym komuterze, bo w domu nie było już czasu na jedzenie. Później czynności organizacyjne mające na celu ułożenie ośmiogodzinnego oglądania indeksów, cen, rotacji, zamienników i innych takich przy przygotowywaniu zamówienia. I nagle wkrada się półgodzinny przestój, który to postanowiłem poświęcić na grzebanie w sieci. I jakoś tak się złożyło, że zaczynając od wejścia na bloga (celem sprawdzenia czy się przypadkiem kto nie wpisał w komentarzach) na nim też skończyłem. Tyle, że na zmianie wyglądu na taki, który już wcześniej chodził mi po głowie, a nie potrafiłem znaleźć w żadnym serwisie wspierającym szablonami blogowymi. Wyszło szaro, ale prosto, szchludnie i czytelnie pomimo słuchania w kółko kolorowo kojarzącego się "Sir Duke" Stevie Wondera:


Edit 14:30
Zrobiłem jeszcze kosmetyczne poprawki i jestem zadowolny z tego popielatego layoutu. Co w cale nie znaczy, że jakoweś zmiany jeszcze nie nastąpią.

komentarzy: 10 | Link


notka popełniona 14 lutego 2007 Kultura
NOTKA INNA NIŻ ZWYKLE

Urodziłem się w 1980 roku, więc prawdziwej komuny, znaczy PRLu, nie uświadczyłem, chociaż mam w głowie projekcje typu buty Relax, Matchbox zakupiony w Pewexie za jednego dolara, kartki na paliwo i mięso, prababcie, która potrafiła w sklepie za kawę załatwić najlepsze wędliny tego typu podobne pierdoły. Porównując dzisiejsze czasy z tymi, które pamiętam z lat 80-tych, stwierdzam, że Chapi (żarcie dla psów) jest lepsze niźli wędliny z wcześniej wspomnianych lat demokracji ludowej.

W sumie to nie o swoich doświadczeniach z komuną miałem napisać, a o „Absurdach PRL-u”, czyli antologii Marcina Rychlewskiego.
Jak się okazało, wraz z moją lepszą połową mamy niecodzienny (ewentualnie niestandardowy) sposób na spędzenie czasu podczas wyjazdów (vide ostatnie wybycie do Wrocławia, gdzie początek spędzania czasu w centrum miał miejsce w Centrum Taniej Książki i w Empiku...), znaczy bibliofilstwo. Tam też nabyłem wcześniej wspomnianą pozycję.

„Absurdy PRL-u” są odpowiedzią na wzrost zainteresowania PRL-em, wręcz modą. Dla młodych, urodzonych w okolicach transformacji, jest to coś niezrozumiałego (doskonale obrazuje to dowcip, w którym ojciec synowi mówi, że za komuny to w sklepie sam ocet był, a dzieciak z niedowierzaniem pyta – całe Tesco octu?), coś co jest zabawne, absurdalne, znane jedynie z opowieści (o absurdach właśnie) i filmów „kultowych”. W „Absurdach PRL-u” wyczytać można dowcipy z epoki, wycinki z gazet, instrukcje obsługi, zgłoszenia patentowe, wyjątki z pism urzędowych i milicyjnych raportów, wiersze socrealistyczne. Lektura łatwa i przyjemna. Dodając do tego niewielką cenę (niecałe 20 pln) można stwierdzić, że to pozycja niemal obowiązkowa przed wizytą w klubokawiarni.


Absurdalne są też nasze czasy, na ten przykład pytania do Computer Call Center: Klient: Straciłem moją pracę. Doradca: Zobaczmy w jaki sposób możemy odzyskać pliki. Klient: Nie zrozumieliśmy się. Straciłem pracę i chcę się podłączyć do internetu, żeby znaleźć nową.


Jako, że dzisiaj na pogodnie i wesoło nie będę wzywał Romka tylko przedstawię jakiś ciekawy przykład muzyczny. Na myśl przychodzi mi, poznany podczas pierwszej w moim życiu sesji nagraniowej w studio, Queensrÿche z płytą "Empire", która realizacją własnie zachwyca. Poniżej kawałek z tejże płyty.

komentarzy: 6 | Link


notka popełniona 19 lutego 2007 Polityka
"OSZCZY I USZY"

Dni kilka temu, szef "nie-naszego" (może Waszego, na pewno nie mojego) rządu, przedstawił raport dotyczący pracy resortów. Okazuje się, że jest jak miało być. Mamy same sukcesy. W tymże przemówieniu Jaro Ka Czi ocenia również pracę wywiadu, gdzie twierdzi, że każde państwo chce mieć "oszczy i uszy". Żeby nie było, że się przesłyszałem dołączam link do strony z wideo (nie chciałem wstawiać tu filmu, żeby nie straszyła nie psuła mi wyglądu bloga morda kaczki) -> youtube oszczy.

Nie samymi "oszczami" człowiek żyje. Żeby nie czuć nadmiernego niesmaku spowodowanego raportem WSI, leprami (celowa literówka) i innymi takimi kawałek doskonałego basisty dziękującego innym wielkim basistom, czyli Victor Wooten w "Bass Tribute".

Nasz główny edukator narodu przejrzał pokrętne myśli Jarka i śpieszy z wyjaśnieniem. Premierowi chodziło o ostrzenie uszu, czyli wciągnięcie do służb elfów. A jak wiadomo:
Elf - stworzenie rodem z mitologii germańskiej i skandynawskiej. Z początku elfy były pomniejszymi bożkami natury i płodności, później były przedstawiane jako chochliki lub duszki leśne bądź wodne. W folklorze przedstawiane są jako małe, wyglądające młodzieńczo ludziki wielkiej piękności, żyjące w lasach, źródłach, studniach, a nawet pod ziemią. Wierzono, że są długowieczne, jeśli nie nieśmiertelne i posiadają różnorakie magiczne moce.

Sponsorem dzisiejszej notki jest zagadka:
Pytanie: Co robią Kaczyńscy na korcie tenisowym?
Odpowiedź: Grają w siatkówkę.

komentarzy: 2 | Link


notka popełniona 19 lutego 2007 Ĺťycie
URODZINY WIELKIEGO CZŁOWIEKA

Niewiele jest osób ze świata polityki (choć z zawodu jest dziennikarzem), którym poświęce czas na napisanie kilku dobrych słów. 85 rocznica urodzin Władysława Bartoszewskiego "zmusiła" mnie do popełnienia drugiej (możliwe, że nie ostatniej ;) ) w dniu dzisiejszym notki. Rano przed pracą trafiłem na rozmowę Kolędy-Zalewskiej z wyżej wspomnianym profesorem i doszedłem do wniosku, że takich autorytetów nam niestety brakuje. Nie wiem dzo czego dojdziemy, kiedy idolami będą Wiśniewski i Doda. Mądrość przekazywać będzie Wojewódzki, Drzyzga. Autorytetami będą Giertychy czy Kaczki.
Szkoda również, że na świecie prof. Bartoszewski jest bardziej szanowany niż w Polsce. Z resztą to chyba już reguła, że inteligencja polska jest bardziej szanowana po zachodniej stronie Odry niż po wschodniej.
Więcej takich ludzi nam trzeba. A Pana, profesorze, niech zdrowie nie opuszcza, a i witalności by nadal było tyle ile jest.

komentarzy: 3 | Link


notka popełniona 20 lutego 2007 Polityka
OBCA JEST NAM DEMOKRACJA

Jaro Ka Czi przechodzi samego siebie, a mnie krew zalewa. Trzeba być chyba jednotrzydziestodwuinteligentem, żeby nie zauważyć zakłamania PiSiorów. Dzisiaj stwierdził, że krytyka raportu z weryfikacji WSI świadczy o o tym, że w Polsce nie funkcjonują jeszcze do końca standardy państwa w pełni demokratycznego, co jest bardzo niepokojące i pokazuje, że są potrzebne ogromne zmiany. Co do jednego się zgodzę - zmiany. Są potrzebne i to natychmiast. Zmiana władzy! Jak kotleś, który chce mieć wpływ na niezależny od wałdz Bank Centralny, na Trybunał Konstytucyjny (władza sądownicza do cholery jasnej; a trójpodział władzy to się gdzieś zagubił?), na telewizję i całą masę mniejszych lub większych instytucji może mówić cokolwiek o demokracji? Chyba już mu się kompletnie w dupie poprzewracało. Brawo premierze!

Jako dodatek do miłościwie nam panującego Jarko z Warszawy prezentuję Pitbulla (aż szkoda obrażać te, poniekąd, inteligentne psy) z Pisorowa znaczy Jacko z Gdańska w TV:


Nie zabraknie dzisiaj i Romana ze Śremu, który opowie preierowi o tym, czym jest:
Demokracja, (gr. δημοκρατία demokratia "rządy ludu", od wyrazów δῆμος demos "lud" + κρατέω krateo "rządzę") – ustrój polityczny, oparty na trójpodziale władzy, w którym źródło władzy stanowi wola większości obywateli. Gwarantem istnienia demokracji jest konstytucja (wyjątkami są Zjednoczone Królestwo i Izrael, nie posiadające spisanej konstytucji). Obecnie powszechną formą ustroju demokratycznego jest demokracja parlamentarna.

We współczesnej teorii demokracji liberalnej, wywodzącej się z prac Johna Locke'a i Johna Stuarta Milla zakłada się, że faktyczny ustrój demokratyczny powinien charakteryzować się:

* możliwością wyboru władzy przez wolne i uczciwe wybory
* możliwością kandydowania do ciał tworzących władzę przez wszystkich obywateli
* rządami prawa i jawnością stanowienia prawa
* przestrzeganiem elementarnych praw człowieka takich jak:
o wolność głoszenia swoich poglądów - nawet jeśli nie są one w danym momencie popularne
o wolność zrzeszania się i tworzenia politycznych grup nacisku
o wolność od dyskryminacji (rasowej, religijnej, seksualnej itp.)

Sponsorem dzisiejszej notki jest kolejna zagadka:
Pytanie: Dlaczego pisiory mają tak duże poparcie?
Odpowiedź: Ponieważ poparcie właściwe poparcie mnoży się przez ilość kaczorów.

komentarzy: 5 | Link


notka popełniona 20 lutego 2007 Rozmaitości
LEGENDA

Dzisiaj wprowadzam graficzne określenie treści notki (nieco ubarwienia popielatego wyglądu):
OK - treść w wydźwięku pozytywna
NIE OK - treść dotyczy czegość negatywnego (zapewne najczęściej używany)
BARDZO NIE OK - treść pełna określeń pejoratywnych dotycząca pisiorów

komentarzy: 1 | Link


notka popełniona 21 lutego 2007 Kultura
VICTOR WOOTEN "SOUL CIRCUS" (2005)

Trzeba się trochę odchamić i liznąć nieco kultury. Nie trafia do mnie w żaden sposób malarstwo. Bynajmniej nie żeby mi sie nie podobało, po prostu nie rozumiem tego rodzaju sztuki. Mogę powiedzieć ładne lub nieładne, bo akurat podoba mi się przedmiot przekazu albo kolorystyka. Nic mi do tego jaką techniką zostało to stworzone, w jakim celu, co autor chce powiedzieć przez takie a nie inne akcenty, wykorzystane motywy. Podobnie ma się sprawa z filmem - odbieram go jako całość, stanowi dla mnie w większości przypadków odpoczynek intelektualny - wyłączam wyobraźnię i oglądam podany na tacy obraz, który za mnie wyobrazili sobie reżyser, scenarzysta, producent itd. Poza ambitnymi filmami, których zbyt wiele nie ma.
Zupełnie odwrotnie wygląda to w przypadku muzyki. Tę zawsze czułem, zawsze mnie do niej ciągnęło. A kiedy po raz pierwszy dotknąłem gitary basowej, to już przepadłem. Muzyka nabrała dla mnie nowego znaczenia. Zrozumiałem jej meandry; niemal jak Neo zrozumiał Kod w filmie Matrix.
Pod względem kultury muzycznej jesteśmy nadal 300 lat za murzynami, o czym przekonać się można na każdym kroku. Zaczynając od popularności pseudomuzyki - czegoś takiego jak techno i od tego pochodne (wszystko co się składa z byle beatu i trzech loopów na krzyż) po niedostępność sztuki muzycznej. Na ten przykład płyty Victora Wootena nie uświadczysz. Zapomnij w Merlinie, zapomnij w Empiku, zapomnij w emuzyce. Wyszukiwanie google daje mierne wyniki. Niestety musiałem tę płytę zassać z sieci, gdyż nie umożliwiono mi legalnego wejścia w tejże posiadania.
Victor Wooten jest jednym (obok takich sław jak Marcus Miller, Jaco Pastorius, Larry Graham, Bootsy Collins) z najlepszych basistów jakich ziemia nosiła. Pionier techniki "podwójnego kciukowania", grający na codzień w Bela Fleck and the Flecktones. Czasem jednak wydaje solową płytę, jak Marcus Miller.
I tak "Soul Circus" właśnie jest takim wydawnictwem. Victor w mniejszym stopniu niźli Marcus zalewa szybko granymi nutami. Od czasu do czasu zagrywa solówkę, wstawia masę smaczków, ale generalnie stawia na całość, jako kompozycję. Płyta ta pozwala na relaks, pełne odprężenie i zatopienie się w doskonale zrealizowanych dźwiękach soulowych kompozycji. Warto każdy utwór "przewałkować" kilka razy, żeby odkryć bogactwo aranżacji (takich jak przywoływana przeze mnie kilka dni temu kompozycja "Bass Tribute". O technice, umiejętnościach i dynamice instrumentalistów nawet nie ma co wspominać, gdyż przerastają moją umiejętność pisania.
Reasumując pozycja dla każdego instrumentalisty, basisty w szczególności, obowiązkowa. Osoby lubiące zabawy muzyczne, groove i soul również powinny się tym wydawnictwem zainteresować.
Ocena 10/10

Bez tła muzycznego się nie obędzie, więc zachęcam do zapoznania się z kolejną kompozycją pochodzącą z tego albumu:

komentarzy: 17 | Link


notka popełniona 22 lutego 2007 Polityka
TANIE PAŃSTWO, ODCINEK 198765

Dzisiaj nieco krócej niż zazwyczaj, bo i temat łatwiejszy do spuentowania. Jak dowiadujemy się z internetowego (do takiego mam dostęp) wydania "Życia Warszawy" Niejaki Wijas, dyrektor generalny Ministerstwa Pracy, za około 40 dni cięzkiej pracy, na pierwszej linii frontu o przyszłość waszą i naszą, otrzymał nagrodę w wysokości ponad 42 tysięcy złotych (sic!). Pracuje ciężko, jak każdy nasz publiczny urzędnik, od 25 listopada ubiegłego roku. Tak ciężko, że już w grudniu musiał iść na sześciodniowy urlop, a w tym roku już na dziesięciodniowy. Wijas twierdzi, że nie dostał aż tyle, ale nie powie ile, bo to tajemnica. Panie Wijas - jesteś Pan urzędnik służby cywilnej i pieniądze jakie dostajesz są publiczne! Gratulujemy konsekwencji w rozkradaniu tego co jeszcze nie zostało rozkradzione w imię wyższych wartości - takich jak tanie państwo. Wiwat PiSiorstwo!

Romana przywoływać disiaj nie będę, bo znudziło mu się już tłumaczenie słowa uczciwość. Natomiast w ramach osłody zamieszczam kawałek Bootsy Collinsa - doskonałego basisty, prekursora muzyki funk, specjalisty od elektronicznych brzmień. "Play with Bootsy" z wokalizą Kelli Ali (nomen omen indianki):

komentarzy: 9 | Link


notka popełniona 22 lutego 2007 Polityka
JEST SUPER

W końcu znalazłem poparcie dla swojego osądu, że rząd pisiorski nie ruszył gospodarki, a próbuje spijać śmietankę wzrostu gospodarczego. Sam el Lecho de Kaczoro del Kurduplo (można czytać Leho, Leczo, Leco, Ledwo, Ledwoco czy jakkolwiek inaczej) stwierdził niedawno, że wyniki rządu el Drugo Kaczoro del Kurduplo są dobre, a zeszły rok był najlepszym od 17 lat. Wczoraj dodał, że rośnie PKB i spada bezrobocie. Czyli jest super! I tu z pomocą przychodzą mi ekonomiści, którzy w końcu przyznali, że rządzący byli tak zajęci tropieniem i węszeniem, iż nie zdążyli już zmolestować gospodarki. W skali szkolnej eksperci dają mu średnio 2 (mierny).
Od dawna wiadomo, że uwolnienie rynku da najlepsze efekty. Dzięki temu, że politycy zajęci są swoim światem, polowaniem na czarownice i szukaniem winnych przebicia opon kaczorom, istnieje szansa, że odpieprzą się na dobre od gospodarki do końca kadencji i jakoś to będzie. Ale jeśli wezmą się za nią jak za przeciwników politycznych to biada nam.

W ramach odchamiania i ukulturalniania przedstawiam kolejnego genialnego basistę z pokoloenia Jaco, Marcusa, Victora, Bootsy'ego. Zauważcie, że każdy z nich wyspecjalizował się w konkretnym brzmieniu, technice gry, stylu; potrafiąc zagrać wszystko w każdy sposób. Stanley Clarke oprócz grania od kilkunastu lat tworzy również muzykę do filmów (m. in. Romeo must Die, The Transporter, Undisputed).

komentarzy: 2 | Link


notka popełniona 23 lutego 2007 Polityka
WINNY - NIEWINNY

Rano, jak zwykle, przy śniadaniu i porannej kąpieli przed pracą, miałem włączone TVN24 (chyba jedyny program jaki oglądam). Jako gość poranny wystąpił Minister Zero, znaczy Ziobro. Na pytanie czy zgadza się z zarzutem Jerzego Stępnia, prezesa Trybunału Konstytucyjnego, o to iż łamiąc zasadę domniemania niewinności powinien stanąć przed trybunałem stanu (rozchodzi się przedstawienie oskarżeń Mirosławowi G. jako w taki sposób jakby już był ogłoszony wyrok skazujący), Zero jak zwykle bezczelnie stwierdził, że powinien się stawić rzed trybunałem ds. zbrodni w b. Jugosławii, albo w Ruandzie. Kolejny pisorski miniser jak zwykle w swej bezczelności przekracza wszelkie granice. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że minister też jest człowiekiem. Jeżeli schleje się jak świnia na urodzinach szwagra, trudno. Jako osoba publiczna nie powinien, ale zdarza się. Jeśli wsiądzie w tym stanie "za kółko" ma odowiadać jak każdy, a nie zasłaniać się immunitetem. Jeżeli pokłóci się z żoną, trudno, zdarza się. Ale jeżeli jako minister, sprawiedliwości do tego, łamie prawo to powinien za to odpowiedzieć. Może nie Trybunał, ale przynajmniej nich ma odwagę cywilną się przyzanć, że powiedział coś nie tak, że go poniosło. A nie, idzie w zaparte jak dzieciak jakiś.
Może zlikwidujmy sądy. Wróćmy do średniowiecza, gdzie śledczy był zarazem oskarżycielem jaki i sędzią. Tutaj rolę tę powinien objąć Ziobro. Jemu nie jest potrzebny proces - on od razu wie, kto jest winny, a kto niewinny...

Dzisiaj Romek Edukatorek wyjaśni Ministrowi Sprawiedliwości, z wykształcenia prawnikowi, co to jest zasada domniemanej niewinności.
Domniemanie niewinności – zasada według której każdy człowiek jest niewinny przedstawianych mu zarzutów, dopóki jego wina zostanie udowodniona. Zasada domniemania niewinności sięga swymi korzeniami prawa rzymskiego (domniemanie dobrej wiary – łac. praesumptio boni viri). Art. 42 ust. 3 Konstytucji stanowi, że „każdego uważa się za niewinnego, dopóki jego wina nie zostanie stwierdzona prawomocnym wyrokiem sądu”. Założeniem tej zasady jest domniemanie uczciwości każdego obywatela, chyba że dowiedziona zostanie jego nieuczciwość.
Zasada ta w procesie karnym działa na korzyść oskarżonego. Art. 5 § 2. Kodeksu postępowania karnego stanowi, że "nie dające się usunąć wątpliwości rozstrzyga się na korzyść oskarżonego".

Celem rozluźnienia zamieszczam kolejny kawałek z lat 80-tych, kiedy do zrobienia muzyki popularnej potrzebne były umiejętności i talent. A dla mnie doskonałe ćwiczenia grania na basie:

Dla zabawy proponuję wejść na google.pl, wpisać kutas i kliknąć "Szczęśliwy traf". Kiedy już się naśmiejesz, to zamień kutas na pedał. Miłej zabawy.

komentarzy: 8 | Link


notka popełniona 27 lutego 2007 Polityka
NIECH ŻYJE NAM (ALE NIE ZA DŁUGO)

Jak widać gołym okiem, Wildstein za bardzo zjechał w TVP raport o wsi, tfu o WSI, więc Ka Czi postarał się o jego odwołanie z funkcji prezesa rady nadzorczej TVP. W jego miejsce (bijąc rekordy kolesiostwa i upartyjniania eseldecji) powołany został Andrzej Urbański, były szef kancelarii prezydenta Le Ho Ka Czi. Na domiar złego minister skarbu, który powołał Urbańskiego, pieska Le Ho Ka Czi, około 6 godzin przed odwołaniem Wildsteina, śmie twierdzić, że "nie widzi podstaw do twierdzenia, że była to decyzja polityczna". No skądże znowu...

Ale nic nie warte są te informacje w porównaniu do wagi, jaką dzisiejszy dzień powinien sobą reprezentować. W szkołach zapewne odbędą się uroczyste apele, MEN roześle tysiące ulotek i listów do szkół, w gazetach opłacone zostaną reklamy oraz życzenia. Tak moi drodzy, dzisiaj swoje urodziny obchodzi nie kto inny jak Roman. Niech żyje nam, ale nie za długo. Z okazji urodzin pragnę Ci życzyć nic, bo nawet takiemu indywiduum jak ty nie życzę źle (no przynajmniej zbyt źle). Radujmy się. Przy czym Roman, jako ortodoksyjny katolik urodzin obchodzić nie powinien, gdyż zwyczaj ten wywodzi się od pogańskich rzymian. Z resztą sam Wam o tym opowie:

Urodziny to zwyczaj świątecznego obchodzenia (czasami hucznego) rocznicy dnia, w którym ktoś się urodził. Zwykle wiąże się ze składaniem życzeń i wręczaniem prezentów jubilatowi.
Obchodzenie urodzin wywodzi się z religii starożytnego Rzymu, jest to święto ku czci Geniusza. Z tego powodu było pierwotnie tępione przez chrześcijan, którzy zamiast tego woleli obchodzić imieniny i rocznicę śmierci.
Tradycyjnym elementem obchodów urodzin w kulturze europejskiej jest tort urodzinowy, który ozdobiony jest specjalnymi świeczkami w liczbie odpowiadającej wiekowi solenizanta. Solenizant ma za zadanie zdmuchnąć świeczki, najlepiej wszystkie za jednym razem. Innym zwyczajem jest śpiewanie solenizantowi specjalnej piosenki - w Polsce jest to "Sto lat".

Hasło na dziś: "Widzę, widzę, ale nic nie wiem (ZD)".

Oczywiście nie obędzie też bez ilustracji muzycznej. Nie potrafię się jakoś wykaraskać z muzyki lat 70 i 80, a w szczególności Stevie Wondera. Na podstawie jego muzyki można napisać podręczniki gry na kilku instrumentów, nie wyłączając z tego basu. Poniższy kawałek, "I Wish", jest przykładem techniki "walking bass", czyli swobodnego wędrowania po gryfie instrumentu.

komentarzy: 11 | Link


notka popełniona 28 lutego 2007 Kultura
HEROES OF MIGHT & MAGIC V

Gry komputerowe nie są moją specjalnością; tym bardziej czymś a'la hobby. Absolutnie nie. Fakt lubię czasem pograć, zdarzały się gry, od których przez całą noc nie potrafiłem się oderwać - Mafia oraz Heroes of Might & Magic III. Pierwszą wspomnianą przeszedłem dwukrotnie, natomiast HoMM niezliczoną ilość razy wraz z dodatkowymi kampaniami i mapami. W sumie można pokusić się na stwierdzenie, że HoMM to moja ulubiona gra. Kiedy na rynku pojawiła się czwarta część tej gry natychmiast ją nabyłem. I się rozczarowałem. Gra była krótka, liniowa, prosta. Poza śliczną, cukierkowatą, bajkową grafiką, nie znalazłem w niej nic ciekawego. Po kilku latach przerwy i zmianie studia produkującego nadszedł czas na Heroes of Might & Magic V.

Zainteresowałem się tym tytułem dopiero pół roku po premierze. Widać, że nowy producent usłuchał ocen graczy i przywrócił wiele funkcji z "trójki". Całkiem nieźle grywalna gierka jest podana w całkowitym 3D, gdzie widać nawet falowanie trawy (co przy zawsze szczegółowej grafice HoMM jest dobrą kontynuacją). Sama fabuła jest dla mnie średnio interesująca - ponownie demony zabiły króla ludzi Nikolaia, a jego żona Isabel szuka zemsty itp, itd.

Sama rozgrywka nie uległa rewolucji i każdy natychmiast załapie o co w grze chodzi. Do przejścia mamy 6 kampanii po 5 misji każda. Przy czym pierwsza kampania jest dość nudna, bo prosta. Dalej zaczyna się już robić ciekawiej (i jak zwykle czasochłonnej - "jeszcze jedna tura i koniec..."). W owych misjach spotkamy się z 6 różnymi, bardzo dynamicznymi miastami dysponującymi 40 przeróżnymi jednostkami (umiejętności czy cechy specjalne naprawdę wyróżniają je z tłumu - każda jest inna) oraz wieloma czarami. Dodając do tego niezliczoną ilość artefaktów i umiejętności bohaterów dostajemy grę, którą ponownie można przechodzić na wiele sposobów.

Walka w dalszym ciągu odbywa się na terenie podzielonym na heksy, gdzie gracze naprzemian z przeciwnikiem kierują posiadanymi oddziałami. Bohaterowie zostali wyłączeni z regularnej potyczki - ich rola sprowadza się głównie do rzucania zaklęć, ułatwiających działanie wybranym jednostkom czy dającym im specjalne właściwości. Na walkę wprowadzono jednak różne ograniczenia, na przykład limit czasowy. Niewielką rolę w czasie wirtualnych zmagań odgrywa też opcja dyplomacji, pozwalająca na zawieranie sojuszy z innymi rasami w trakcie przechodzenia wybranej misji.

Generalnie - gra jest niezła. Żadna rewelacja, ale miło się gra.

Ocena: 7/10

Pisząc o tej grze fantasy przypomniała mi się black metalowa kapela, której kawałki inspirowane były twórczością Tolkiena. Rzecz jasna rozchodzi mi się o austriackiego Summoning i ich najlepszy, moim skromnym zdaniem, kawałek "Dol Guldur".

komentarzy: 2 | Link


notka popełniona 28 lutego 2007 Polityka
ŚMIERĆ KOTU PREMIERA

Jakiś żydomason cyklista, z Gazety Wyborczej zapewne, ośmielił się wysłać do kancelarii Premiera list wraz z trzema sztukami ostrej amunicji. Jak przekazał Rzecznik (nie)Rządu w treści listu stało nabazgrane: “Dla kota, dla twojej matki, dla ciebie”. BOR zwiększył ochronę Jaro Ka Czi. Przeznaczył nawet limuzynę z kierowcą dla nieszczęsnej rodzicielki naszego podwójnego nieszczęścia, Ja Dzi Ka Czi. Dla kota przeznaczono dodatkowego oficera BOR?

Zastanawiałem się czy nie zatytułować dzisiejszej notki mianem Taniego Państwa odcinek nieskończoność plus jeden, ale wygrał kot Ka Czi. Jak donosi "Fakt": Urzędnicy Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej z Warszawy lekką ręką wydali 1 000 000 złotych (słownie milion!) na klimatyzację do swoich biur. Kolejne 10 000 złotych (słownie dziesięć tysięcy!) wydadzą miesięcznie na sam prąd do tychże klimatyzatorów. No tak, nie ma to jak wyliczać normy oszczędnościowe, nakładać kary za tychże nieprzestrzeganie, samemu mając to głęboko w dupsku posadzonym na miękkim fotelu w klimatyzowanym, komfortowym biurze. Gratuluję konsekwencji po raz nieskończony plus jeden...

komentarzy: 7 | Link


notka popełniona 28 lutego 2007 Rozmaitości
CAŁKIEM NIEŹLE

W odpowiedzi na notkę Sima (Cyberarmia) - k l i k - o prędkości łącza w jego pracy (nomen omen słuzbach wojskowych) zamieszczam print screena przedstawiającego szybkość stałki u mnie w pracy. Chciałem to zrobić w domu, ale od tygodnia albo nie mam czasu albo zapominam. Stąd też przedstawiam łącze w pracy.

komentarzy: 1 | Link



Kratko-grafika pobrana z sieci. Szablon za: Urszula Łupińska