E K S T R A W E R T Y C Z N Y   O J C I E C   D Y R E K T O R

K A T E G O R I E
Całość (85)
Polityka(36)
Kultura(18)
Rozmaitości(16)
Ĺťycie(14)
P R Z Y J A C I E L E
Annie
BTD
Ewidentnie
Hemoroid
Kirek
Kilvanteer
Magnes
Nixos
Neurocide
Neurocide @ polter
Nolron
Trip
Zymnos (Sim)
O D W I E D Z O N Y
przez liczniki gości
P O P E Ł N I O N Y C H
notek: 85
S Z N U R K I
Oznaczenia na blogu
Underground Pub
Moorhold
Knight of Darkness
Jakub Wędrowycz
Basoofka
A R C H I W U M
[ 2021 ] 06 05 04 03 02 01 [ 2020 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2019 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2018 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2017 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2016 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2015 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2014 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2013 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2012 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2011 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2010 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2009 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2008 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2007 ] 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01 [ 2006 ] 12 11 10 09
P L A Y L I S T A
P O P I E R A M

Roman Giertych - strona




Najlepsze Blogi
Nakarm głodne dziecko - wejdź na stronę www.Pajacyk.pl

notka popełniona 9 listopada 2007 Kultura

Jack Reacher jak zwykle pojawia się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwej porze. Pewnego poranka jest on świadkiem porwania młodego chłopaka wyjeżdżającego z college’u. Po krótkiej strzelaninie, w której zabija dwóch porywaczy, przypadkowego policjanta i ochroniarza z uczelni, ratuje chłopaka z opresji samemu ładując się w niezłe bagno. Jak się okazuje nie była to pierwsza próba porwania Richarda Becka, a on sam w ramach podziękowania proponuję Reacherowi ukrycie się przez policją w domu swojego niezwykle bogatego ojca. Kiedy docierają do domu Becków Jack zostaje na noc zamknięty w odosobnionym pokoju. Wtedy też... wszystko wywraca się do góry nogami.

Jak to zwykle u Lee Childa wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie; kiedy już jesteśmy pewni, że podążamy właściwym tokiem myślenia, autor udowadnia nam, że jest dokładnie odwrotnie. Lekkość pióra i ciekawe pomysły nie pozwalają się od książki oderwać. Pomimo jej objętości (niemal 500 stron) połknąłem ją w jeden dzień. I polecam to każdemu kto lubi dobrą, wartką akcję i Jacka Reachera.

Ocena 8/10

komentarzy: 2 | Link


notka popełniona 8 listopada 2007 Kultura
RATATUJ

Korzystając z rzadkości, jaką jest wolny sobotni wieczór, postanowiliśmy się z Ania wybrać do kina, na jakiś pogodny film. A żeby poczuć się bardziej wolnym wybraliśmy się do bielskiej Sfery na Ratatuj. Widzieliśmy zwiastuny kreskówki kilka miesięcy temu i wydała się wystarczająco interesująca by wydać kilka złotych na bilety (i jak się okazało było to doskonałą inwestycją w niemal dwie godziny świetnej rozrywki).

Głównym bohaterem filmu jest Remy, niezwykły szczur, który zdecydowanie różni się od swoich pobratymców – obdarzony jest on węchem doskonałym i uwielbia doskonałą kuchnię – tak jeść jak i gotować. Przez jego zapędy kulinarne całe stado Remiego zmuszone jest uciekać z doskonałej, cichej kryjówki na przedmieściach Paryża. Sam winowajca gubi się i po niedługim czasie trafia do najlepszej paryskiej restauracji Auguste’a Gusteau. Remy czuje się jakby trafił do raju (z resztą wyimaginowana postać zmarłego Auguste’a tylko to potwierdza), ale szybko zauważa, że przeżycie, a co dopiero spełnienie kulinarnych marzeń dla posiadacza długich wąsów i ogona jest awykonalne. I wtedy poznajemy druga ważna postać – Luigiego, kuchennego pomywacza. Po całkiem przypadkowym poznaniu tychże postanawiają zostać zespołem – Luigi jako wykonawca idei Remy’ego.
A przewijające się jak mantra przez cały film zdanie „gotować każdy może” nabiera nowego sensu.

Film Ratatuj porywa nas na niemal dwie godziny w zabawny, bajkowy świat, w którym (jak to w bajkach) nieprawdopodobne rzeczy mają miejsce w nieprawdopodobnych okolicznościach, wzbogacony do tego doskonałą animacją ze studia Pixar, świetnymi dialogami i wyważonym humorem. Świetna rozrywka, którą gorąco polecam.

Ocena 9,5/10

komentarzy: 8 | Link


notka popełniona 22 października 2007 Kultura
1408 - TRAILER

W celu odetchnięcia od polityki przedstawiam ciekawie zapowiadający się film.

Za dwa tygodnie na ekrany naszych kin zawita kolejna ekranizacja mistrza suspensu - Stephena Kinga - 1408. Film opowiada o autorze książek poświęconych zjawiskom paranormalnym. Udaje się on do pokoju 1408 w nowojorskim hotelu Delfin, w którym to przez 95 lat istnienia hotelu zginęło 56 osób. Oglądając perfekcyjnie przygotowany trailer oczekuję świetnego, trzymającego w napięciu widowiska.

komentarzy: 2 | Link


notka popełniona 12 października 2007 Kultura
"TENACIOUS D: THE PICK OF DESTINY"

Czas się w końcu odezwać po niezwykle długiej przerwie spowodowanej wszystkim co tylko może przeszkodzić w pisaniu (lenistwo also included). Kampania wyborcza w pełni, politycy obrzucają się błotem, mięsem, gównem i wszystkim co mają pod ręką. Jak zwykle obiecują złote góry itd., itp. Ale ja nie o tym, o dziwo.

Dzisiejszą notką chcę pokrótce przybliżyć Wam film stworzony przez Jacka Black oraz Kyle Gassa, czyli tytułowy Tenacious D: The pick of destiny (Kostka przeznaczenia).

Zainteresowałem się tym filmem po obejrzeniu na youtube teledysku kapeli Tenacious D. Wtedy też doczytałem, że Jack Black (znany mi dotychczas z kilku filmów) okazał się współtwórcą i członkiem kapeli Tenacious D, oscylującej w (chyba) przez siebie stworzonym stylu comedy rock, czyli rockowego grania z jajcarskim zacięciem. Obaj panowie JB i Kyle Gass postanowili nakręcić film muzyczny. Efektem ich pracy jest właśnie Kostka przeznaczenia, czyli komediowy-rockowy-musical, z humorem, który można przyrównać do dokonań Kevina Smitha (Sprzedawcy, Dogma).

Sama fabuła filmu jest dość prosta i opowiada o dwóch początkujących rockowych zapaleńcach, którzy koniecznie chcą grać prawdziwego rocka. Samo spotkanie dwóch muzyków (doskonała przeróbka Bourree e-mol j. S. Bacha, która temu towarzyszy) nie jest łatwe i usłane różami. A droga do sławy jeszcze trudniejsza. Po dość długim dogrywaniu się do siebie i raczej nieudanych pomysłach chłopaki zauważają na plakatach gwiazd rocka jeden wspólny element: taką samą kostkę (tzw piórko, którym gra się na gitarze). Z kostką ta wiąże się pradawna legenda, a ona sama spoczywa w muzeum rocka. JB i KG postanawiają ją wykraść by stać się bogami rocka. Jednak na ich drodze do szczęścia staje wiele zaskakujących przeszkód.

Film doskonały dla wszystkich, którzy chcą zobaczyć musical inny niż wszystkie, lubią cięższą i ambitniejszą muzykę niż umcy-umcy, lubią abstrakcyjny humor no i Jacka Blacka. Jak dla mnie rewelacja.

Ocena 8/10

A na zachętę muzyczne wideo z filmu:

komentarzy: 5 | Link


notka popełniona 29 czerwca 2007 Kultura
"DZIEDZICTWO TEMPLARIUSZY"

Na "Dziedzictwo Templariuszy" Steve'a Berry natknąłem się całkiem przypadkowo podczas jednej z wielu wizyt w EMPIKu (nota bene powinienem mieć zakaz wstępu do tego przybytku, bo jeszcze się chyba nie zdarzyło, abym wyszedł stamtąd bez jakiejś zakupionej książki). Leżała na nowościach. Może okładka nie jest atrakcyjna, lecz tytuł mnie zaintrygował. Cena nie była wysoka (ok. 30 zł), więc bez większego zastanowienia nabyłem tę pozycję. Niestety dwie prace plus zbliżająca się, a następnie trwająca, sesja egzaminacyjna spowodowały, że przeczytanie jej zajęło mi miesiąc z okładem.
Cotton Malone jest byłym agentem specjalnym Departamentu Sprawiedliwości USA, który po rozwodzie przeniósł się do Kopenhagi by wieść spokojny żywot antykwariusza, dzięki pomocy multimilionera i mecenasa sztuki Henrika Thorvaldsena. Pewnego dnia Malone ma spotkać się ze swoją byłą przełożoną, Stephanie Nelle, ale na przeszkodzie staje, jak się początkowo wydawać może, zwykły złodziejaszek. Od tego momentu akcja zaczyna nabierać szybkości. W niedługim czasie bohaterowie przenoszą się w piękne tereny południowej Francji i Pirenejów, by wciągnąć się w poszukiwanie skarbów templariuszy, który wciąż, od XIV, pozostaje w ukryciu.
Każdy z bohaterów ma własną misję do spełnienia. Każdy z nich boryka się z jakimiś problemami, które moga zostać rozwiązane w trakcie poszukiwań. I co najlepsze, nikt z nich nie pragnie bogactwa, a wiedzy.
Powieść ta napisana jest językiem łatwym i przyjemnym. Akcja prowadzona jest poprawnie, choć brakuje tu nagłych, niespodziewanych zwrotów. Postaci są ciekawe tak samo jak tematyka. Czyta się przyjemnie, chociaż nocy dla czytania tej pozycji bym nie zarwał.
Reasumując dla kogoś kto się wychowyał na Panu Samochodziku i lubi tajemnice będzie to ciekawa książka, dzięki której można dowiedzieć się kilku ciekawych faktów z historii. Z resztą bardzo ciekawe jest posłowie, gdzie autor zaznacza elementy, które są faktami i te, które są fikcją.
Polecam.

Ocena: 7/10

komentarzy: 6 | Link


notka popełniona 12 czerwca 2007 Kultura
ZABIĆ PREZYDENTA


Ostatnie kilka tygodni, oprócz pracy na dwóch etatach, czas zajmuje mi nauka do sesji egzaminacyjnej, więc ukulturalniam się na raty. I na razie nie chodzi mi o zabicie kaczora (chociaż nie miałbym nic przeciwko). Znaczy filmy oglądam w kilku częściach do zaśnięcia, do dobudzenia się, do śniadania czy obiadu. Tak też oglądałem film Death of a president, czyli u nas Zabić prezydenta. Na całe szczęście akcja nie jest wartka, wątków zbyt wielu nie ma i generalnie łatwo się w tym obrazie połapać, nawet kiedy nie ogląda się go za jednym razem.

Akcja tego brytyjskiego paradokumentu ma miejsce w Chicago w październiku 2007 roku, gdzie Bush dżunior ma spotkanie z biznesmenami. Już podczas dojazdu na konferencję tłum demonstrujący swoją niechęć do prezydenta przerywa kordon policyjny i próbuje zablokować drogę przejazdu kawalkady pojazdów. Jednemu z demonstrantów udaje się nawet dotrzeć do samochodu prezydenta. Po spotkaniu, podczas pozowania do zdjęć Bush zostaje dwukrotnie postrzelony, następnie odwieziony do szpitala, gdzie mu się umiera.

Całość akcji przerywana jest wywiadami z ochroną, pracownikami Białego Domu, podejrzanymi. Pojawiają się także zdjęcia z monitoringu ulicznego oraz pobliskich budynków.

Ciekawym zabiegiem jest wkomponowanie archiwalnych zdjęć z wizyty Dżordża Krzaka w Chicago. Są tak dobrze dobrane i dopasowane, że niemal nie da się poznać, że miały już miejsce (dla kogoś kto zna miasto i inne takie szczegóły mogą oczywiście być jawnie fałszywe).

Film w ciekawy sposób pokazuje politykę USA, Busha, jego rządu, poglądów amerykanów – zwolenników i przeciwników prezydenta, które można skonfrontować z, naszym, europejskim podejściem do USA.

Nie jest to rewelacyjny obraz. Zdecydowanie całkiem przeciętny. Nie przykuwa uwagi, ale jeśli ktoś lubi programy Discovery to powinien zobaczyć.

Ocena 4,5/10

komentarzy: 4 | Link


notka popełniona 5 czerwca 2007 Kultura
PIRACI Z KARAIBÓW 3


Wczoraj, korzystając z rzadko nadarzającej się okazji wypadu do kina, wybraliśmy się z Anią na Piratów z Karaibów: Na krańcu świata. Tak jak podobały nam się poprzednie części tak i trzecia odsłona przygód piratów przypadła nam do gustu.

Wielowątkowość trzeciej części Piratów jest niezaprzeczalnym faktem, jednakże, w przeciwieństwie do wielu recenzentów, nie mogę powiedzieć, aby można było się w nich specjalnie pogubić. Ten zabieg w połączeniu z zaskakującymi zwrotami akcji stanowi dla mnie kwintesencję tego gatunku.

Przedstawiciel Wschodnioindyjskiej Kampanii Handlowej Lord Beckett (Tom Hollander) wypowiada wojnę wszystkim piratom, chcąc morzom narzucić swoją władzę. Pomóc ma mu w tym, szantażowany przez Becketta, kapitan Latającego Holendra - statku-widmo - Davey Jones (Bill Nighy). Niezadowoleni tym stanem rzeczy piraci postanawiają zwołać Radę składającą się z dziewięciu najważniejszych pirackich kapitanów. Problem w tym, że brakuje im jednego z posiadaczy talara (jako talar przetłumaczone zostało oryginalne the nine pieces od eight - przedmiot ten legitymował udział w Radzie) - Jacka Sparrowa. Po niego, do Luku Davey Jonesa (czyli krainy umarłych), wyruszają, znani z poprzednich części, William Turner (orlando Bloom), Elisabeth (Keira Knightley), wspierani przez przywróconego z krainy umarłych kapitana Barbossę (Geoffrey Rush).

Całość filmu, trwającego niemal trzy godziny, prowadzona jest w doskonałym tempie, rewelacyjnych efektach specjalnych wzbogaconych świetną muzyką. Rozluźniające humorystyczne sceny lub dialogi zostały dobrze wkomponowane w konwencję, którą, jak dla mnie, zapoczątkował 55 lat temu Karmazynowy Pirat z Burtem Lancasterem w roli głównej. Producenci, scenarzyści dokładnie trafili w lukę, jaką stanowią filmy przygodowe.

Reasumując - kawał świetnego kina, które warto zobaczyć na dużym ekranie.

Ocena: 6,5/10

komentarzy: 7 | Link


notka popełniona 30 marca 2007 Kultura
WIOCHMEN REJSER


Dzisiaj zdecydowanie na pogodnie. Tak na weekend. Całkiem na opak, kiedy dzisiaj w pracy wszyscy żyją tematem aborcji i polityką z nim związaną, ja oleje politykę i zajmę się krótką recenzją gry karcianej "Wiochmen Rejser", którą miałem okazję poznać wczoraj dzięki uprzejmości Andrzeja.

W generalnym założeniu gra polega ns dojechaniu furmanką pełną siana, dociążoną sześciorgiem dzieci (jako balast), do mety. A przejazd łatwy nie jest bowiem suniemy swoimi wozami po betonowych płytach drogi wokół byłego pegeeru. Zwycięża ten kto pierwszy dojedzie na balangę do remizy (na metę) z przynajmniej jednym dzieciakiem. Automatycznym przegranym jest ten furman, który podczas wyścigu straci wszystkie dzieciaki. A stracić je łatwo - wyboistą droga, ostre zakręty, ciosy batami, nahajkami i takie tam.

"Wiochmen Rejser" jest grą zdecydowanie na wesoło, z zabawnymi rysunkami oraz opisami na kartach. Niestety Andrzej na ostatniej prostej wyprzedził mnie o długość nahajki i wygrał, ale jeszcze się odbiczuję, znaczy odegram. Biorąc pod uwagę, że gra kosztuje 20 zł i może się w nią pobawić do 4 osób, warto dokonać zakupu i stanąć w szranki w innymi śmierdzącymi tanim winem furmanami...

Dla podtrzymania dobrego nastroju wyjątek z bash.org.pl:
'Jolka' A dlaczego Ormianie mają czarne opaski?
'Kibol' Coś się z ich premierem stało.
'Jolka' Aha... ciekawe co by było, gdyby z naszym coś...
'Kibol' Tak samo by było jak teraz, 14 tysięcy ludzi by krzyczało "Jeszcze jeden!"


Oraz nieznany zbytnio w Polsce Godsmack:

komentarzy: 5 | Link


notka popełniona 26 marca 2007 Kultura
PRZECHODNIU, POWIEDZ SPARCIE, TU LEŻYMY - JEJ SYNY*

"300" to kolejna adaptacja komiksów Franka Millera (wcześniej "Sin City"). I tak jak poprzednia ekranizacja kompletnie mi się nie podobała tak ta urzekła mnie od samego początku.

Fabuła filmu opowiada o walce niewielu przeciw wielu, czyli o trzystu dzielnych Spartanach, którzy w 480 roku p.n.e. stawili opór niezliczonym hordom Perskiej armii króla-boga Kserksesa. I przyznać trzeba szczerze, że opowiada o tym bardzo ciekawie. A tym bardziej godne jest to pochwały, gdyż przebieg tej historii zna chyba każdy.

Od strony wizualnej film mnie zachwycił. Najpierw ziarnistość obrazu i beżo-brązowa kolorystka (momentami przechodząca niemal w czerń i biel). Następnie niezwykle surowe krajobrazy górzystych i skalistych ziem Grecji. Najwięcej braw należy się za charakteryzację i stroje wojsk perskich oraz dodających fantastycznego smaczku przeróżnych dziwolągów (od Nieśmiertelnych zaczynając na kacie, który zamiast przedramion ma ostrza).

Sceny walk nakręcone zostały perfekcyjnie - z jednej strony realistycznie (doskonale pokazujące taktykę falangi, gdzie cały oddział walczy jak jeden mąż), z drugiej komiksowo (zwolnienia, bryzgająca cyfrowa krew). Dodając do tego rewelacyjną muzykę jako tło do ścielącego się gęsto trupa oraz odcinanych rąk i nóg dostajemy sceny, które chętnie się zobaczy ponownie.

Strona fabularna również jest niczego sobie; choć zbyt dużo mowy tu o wolności. Ciekawe jest wprowadzenie, które wyjaśnia takie a nie inne zachowanie Spartan. Mowy są nieco patetyczne ( przypuszczam, że autorzy oparli się na mowach filozofów greckich), ale nie brak w nich też rozluźniających humorystycznych akcentów. Ramy historyczne zablokowały nieco możliwość wprowadzenia ciekawych postaci oraz większych emocji.

Przesłanie filmu również wydaje się być łatwe - wolność, niezależność jako najwyższe z wartości. Przestrzeganie prawa, honor i nieustępliwość jako najważniejsze cechy. I dobrze, że przesłanie jest tak zauważalne. Może do kogoś dotrze... A film polecam, szczególnie na dużym ekranie.

Ocena 8,5/10

I jeszcze czterominutowy wyjątek ze scenami z filmu:


* - epigram Symonidesa: "Przechodniu, powiedz Sparcie, tu leżymy - jej syny. Posłuszni jej prawom do ostatniej godziny."

komentarzy: 16 | Link


notka popełniona 23 marca 2007 Kultura
"NA KRAŃCU ŚWIATA"

Pierwszą częśc Piratów z Karaibów oglądałem w domu, na kompie, gdyż nie byłem pewien tej produkcji. Jednakże zadowoliła mnie na tyle, że "dwójkę" oglądałem już w kinie. I tak jak nie lubię metroseksulanego Orlando i "koncentracyjnie" chudej Keiry, to elefkty wizualne, ciekawa fabuła oraz gra Deepa zaciągną mnie do kina na trzecią i ostatnią część Piratów "Na Krańcu Świata".

Trailer pokazuje, że Piraci nic nie stracą w kolejnym sequelu ze swoich efektów, fabuły i ciętych dialogów. Pozostaje poczekać do 25 maja, kiedy to film ma wejść na ekrany kin.

komentarzy: 3 | Link



Kratko-grafika pobrana z sieci. Szablon za: Urszula Łupińska